
Bar na dworcu w Sanoku, proszę Pana. Ślę pozdrowienia! Niby nic, niby tylko stara, niebieska buda, a jednak widać, że ktoś się starał, żeby nam było przyjemnie.
Gustowne wnętrze.
Przede wszystkim cerata. Plamoodporna. Nawet najbardziej uporczywe zabrudzenie (powiedzmy – nieumiejętnie wyciśnięty ketchup) można usunąć jednym ruchem papierowej serwetki. Zachowuje świeżość przez wiele tygodni. Zdobiona w kwiatuszki i małe, zgrabne listki. Błękitna, z lekką nutką zieleni, z żółtymi rozjaśniającymi całość elementami.
Na stołach kwiaty. W kształtnych słoikach po kawie Jacobs – na dole pękatych, zwężających się ku górze niczym prawdziwe, eleganckie wazony.
Kwiaty są różnobarwne, dobrane według ściśle określonego klucza. Żółty, dorodny słonecznik – wzmaga apetyt. Niebieskie chabry – uspokajają, koją emocje. Maki – trochę patriotyczne, trochę nieśmiałe – takie polskie. Wszystko wykonane z plastiku najwyższej jakości.
Szerokie menu. Niczego tu nie brakuje. Od parówek, przez knedle ze śliwkami, po lody „Księżniczka”.
Onieśmielony turysta patrzy i patrzy na tę długą, ciągnącą się przez kilka kartek listę i pyta:
-A czy placki ziemniaczane są smaczne?
-Proszę pana – pani za barem jest kobietą uczciwą i szczerą. – A czy słyszał pan kiedyś na takie pytanie inną odpowiedź niż tak?
A przecież na trudy podróży i tak najlepsza kawa. W brązowym, plastikowym kubku. Z mlekiem, którego za mało, żeby była białą i za dużo, żeby móc narzekać, że dają tu tylko czarną.
Wpadnij Pan, bo ja już byłam.
Komentarze:
04.01.2011, 14:36 :: 87.239.216.19
szel-ma
Kwapollini, czy to Ty jesteś taki miły?
30.12.2010, 20:22 :: 77.223.192.30
Bartek
weź i zostań pisarką:)