![]() Wrocław, bar na Hali Targowej, naprzeciwko Wydziału Polonistyki Uniwersytetu. Na wszelki wypadek nie zjadłam w tym barze zupełnie nic. Zastanawiałam się, czy surówki nie są najbezpieczniejsze, bo ostatecznie jasno jest napisane, że „pani na surówki” brak. Jednak bardzo możliwe, że właściciel jest zapobiegliwy i ma w zamrażalniku resztki poprzedniej „pani na surówki”, na przykład lewą stopę i ucho. Z pewnością nie brakowało mu „pana na mielonego”, „Rosjanina na farsz do ruskich”, ani niczego innego, bo by ogłosił. Swoją drogą wszystkie dania były niedrogie, wyglądały na talerzach smakowicie, konsumenci uśmiechali się z zadowoleniem przy stolikach z Ikei. Biznes pierwsza klasa. Innowacje kulinarne we Wrocławiu mnie jednak nie przekonały. Wahałam się przez sekundkę, czy nie zgłosić swojej kandydatury, żeby następnie uciec z fascynującym i mrożącym krew w żyłach materiałem na reportaż, ale ostatecznie wygrało moje tchórzostwo, które próbowałam przykryć racjonalnymi argumentami. „I tak jestem za blada” – powtarzałam sobie. – Nie chcieliby nawet ze mną rozmawiać. I tak nie zatrudniliby mnie. Poszukują rumianej, okrąglutkiej dziewczyny. Bez sensu, bez sensu.” Zdjęcie odważyłam się zrobić z ukrycia, mimo wszystko. Name:
Komentarze: |